It's a killing time~

everybody lies.


Previous Entry Share Next Entry
(no subject)
hanechi

"Pewnie już nie wrócimy do tego tematu, zwykle tak jest. Dlatego śpij dobrze i przestań sie wszystkim w koło zadręcząć Ty beznadziejna altruistko. Pozwól czasami sobie pomóc.. Dobranoc"


Nie jestem altruistką. Właściwie jestem osobą zupełnie przeciwną. Może potworem, już raz to usłyszałam. wygląda na to ze to prawda. Może to tylko głupie zaburzenie osobowości, choroba o której zupełnie nie zdaję sobie sprawy (ta, wtedy, byłoby zabawnie) albo ślepa wiara w durne powiedzenie "kłamstwo wypowiedziane tysiąc razy, staje się prawdą".  To obłęd, zdecydowanie obłęd.  Jestem pieprzonym, nałogowym kłamcą, który stwarza sobie swój własny popieprzony świat, starając się go urzeczywistnić. Jestem w jego centrum i chce by ludzie uznawali mnie i szanowali. Wymuszam to od nich brutalnie, ciągnąc za odpowiednie sznurki i naciskając odpowiednie guziki, zadając psychiczny ból, doprowadzając do płaczu... haha, rozkoszuję się tym. Wtedy, wszystkie światła reflektorów oświetlają tylko mnie. Tylko ja się liczę, tak powinno być już zawsze, w moim małym, słodkim i egoistycznym świecie.  Czasami boję się ze moje kłamstwo wyjdzie na jaw, bynajmniej z mojej winy. Jestem dobrym kłamcą. Dobrą manipulatorką. Nie knuję intryg, gdyż nie umiem przewidzieć cudzych reakcji. Czuję się jak pani marionetek. To ciekawe uczucie. Piękne i bez skazy, napawające winą, która tylko zwiększa moja przyjemność. Lubię je odczuwać, lubię uwagę innych, skupioną tylko na mnie. Można to nazywać dowartościowywaniem się, szukaniem poklasku, czyjegoś uznania, którego kiedyś poskąpiono. Chorobą, psychozą. To naprawdę nie ma większego znaczenia. Liczę się tylko ja i to chore pragnienie, przejmujące nade mną kontrole w najmniej spodziewanym momencie. 

Codziennie budząc się, szukam swoich snów, które kłębiły się w mojej głowie podczas nocy. Nigdy nie potrafię ich odnaleźć. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek bez snów jest człowiekiem bez marzeń.
Od dwudziestu sześciulat, dzień w dzień, patrząc w lustro, obserwuję tę samą, brudną i odrażającą twarz. Powinnam ją kochać, w końcu kocham sama siebie i tylko siebie. Powinnam kochać te intensywnie brązowe włosy, przysłaniające moje oczy, jak kurtyny. Dzięki nim, widzę tylko to co chce widzieć. Świat i bez mojego psychicznego spojrzenia i tak już skalany jest okrutnością. Powinnam kochać mały i niezbyt kształtny nos,  usta wysuszone od słów pełnych jadu, od kłamstw które muszą codziennie wypowiadać, a nawet bladą, prawie białą cerę pokrytą niezliczoną ilością piegów.  Powinnam wielbić każdy skrawek mojego ciała, każdą niedoskonałość, ale nie mogę. Wręcz go nienawidzę. Mam wrażenie że moja dusza, dusza wolna jak ptak, nie pasuje do tego zwykłego, zaniedbanego korpusu.
Wiem czego pragnę od życia, wiem do czego zostałam powołana. Chcę szukać wolności, chcę by to ona mnie definiowała. To nie jest marzenie, to to chore, obezwładniające pragnienie.To dlatego, moja wyobraźnia podsuwa mi te wszystkie kłamstwa, które staram się ziścić, zadając ból.

Niektórzy ludzie, zdarzają się o mnie mówić "artystka". Wpatrują się wtedy we mnie z oczekiwaniem na.... Na coś, czego nigdy nie będę mogła spełnić. Jedyne co w tej sytuacji robię, to przywdziewam ten mały, przebiegły a jednocześnie niewinny uśmiech, który ma wyrażać moje dziękczynne słowa. Moje usta nie potrafią dziękować.
Niektórzy ludzie, niewiedzą że nazywając mnie "artystką" dolewają oliwy do ognia, niszczą moje ograniczenia. To przez nich, przeistaczam się w upadłego anioła, od którego wymagano niczego innego jak nieskazitelnej idealności. To przez nich, pluję jadem, zadaję ból, a wszystko to pod osłoną slów. Słodkich, gorzkich kwaśnych, słonych.... Nie dbam o takie rzeczy, jestem artystką, ja moge więcej!
Władza i tak już jest po mojej stornie. To co tworzę daje mi władzę. Z łatwością mogę sprawić by ludzie kochali, nienawidzili, zabijali. wielbili... Ale wciąż i wciąż, to nie jest zaspokojeniem moich potrzeb.  Chce więcej, i więcej, jak wampir smakujący krwi, jak Ewa próbująca jabłka. 

Maska. Przywdziewam maskę, udając normalną, pełną życia dziewczyną, potykającą się o błędy na swojej drodze życia. Nikt tak naprawdę nie wie, o mojej drugiej stronie. O moim świecie, w którym jestem potworem, żebrzącym o uwagę przez krzywdzenie innych. Manipulatorka. Aktorka. Zawsze wiem, gdzie i kiedy uderzyć w czuły punkt. Skrywam to wszystko, głęboko. To jak stanie na krawędzi i patrzenie w przepaść, jednocześnie kurczowo trzymając się  liny. Balansuje, idealnie łącząc moje obie osobowości. dla ludzi którzy mnie znają, jestem słodka, miła, zabawna. Z poczuciem humoru i własnym i oryginalnym zdaniem na temat wielu spraw. Uważają mnie za tolerancyjną, chociaż czasami wredną i pyskatą. Jednych fascynuję, innych odrzucam... To moja tajna broń, trucizna którą zwabiam naiwniaków do mojego drugiego świata, w którym nie czeka ich nic oprócz łez, i wielbienia tylko i wyłącznie mnie.
Modliszka.

 
Mój szczery uśmiech? Owszem istnieje coś takiego. Stoję wtedy na balkonie, opieram się o poręcz, w jednej ręce trzymając papierosa, w drugiej kieliszek z winem. Stary, dobry włoski rocznik Chianti classico riserva rancia. Papieros tli się. Nie palę, oczywiście że nie palę. Po prostu lubię obserwować jak srebrzysty dym zataczał koła, unosi się w powietrze jako obłok, by za chwilę zaniknąć - umrzeć. Kto wie? Może i ja jestem taka jak ten obłok? Piękna, zadufana w sobie, umierającą...
I muzyka. To dzięki niej się uśmiecham. Sama do siebie, prawdziwie. Zwykle to tylko rockowe ballady.. ale każda z nich, zawiera jakąś część mnie. 

Moja niespokojna dusza rozpływa się w zapomnienie
Gdy jestem rozbity na kawałeczki, wyciągam ręce

W jasnych przestrzeniach wizji czas jest nieokiełznany
Wylane łzy nie powrócą obietnic z tamtych dni

Nikt nie powstrzyma łez, tylko my jesteśmy w stanie pozwolić odejść dawnym obietnicom
uczynionym po by nie powtarzać wciąż tych samych błędów

Niezaspokojony przez stale wzrastającą pasję
Gdybym tylko na chwile… mógł wrócić do ludzkiej postaci

Jeśli pragniesz wymazać ból z mego serca,
przyjdź i zniszcz mnie
Nie patrz z takim smutkiem, przynajmniej na końcu uśmiechnij się
Tylko dla siebie

Weź kolejny oddech
Nie potrafisz odkryć co jest istotne
Zniszcz cały swój spokój
Jeszcze raz popełnij ten sam błąd

Nikt nie powstrzyma łez, tylko my jesteśmy
w stanie pozwolić odejść
dawnym obietnicom uczynionym po by nie powtarzać wciąż tych samych
błędów
.

Uśmiecham się i płaczę, sącząc wino, obserwując papierosowy dym, słuchając muzyki.
Właśnie podejmuję decyzję, o moim ostatnim wielkim, pięknym dziele. Okalanym melancholią i podniosłością jednocześnie. Dziełem, które sprawi, że wszyscy będą mnie kochać. Wszyscy będą mnie żałować. Wszyscy zobaczą, jak wolną i niezależna osobą jestem. Mój drugi świat stanie przed wszystkimi otworem. Zadam cierpienie wszystkim, hahaha...  A mój śmiech, będzie się wydobywał z ciszy.
Może to im udowodni, ze tak naprawdę jedyne czego pragnę to by ktoś wyciągnął do mnie dłoń?
Dobranoc. Słodkich snów.  Nazajutrz, ujrzycie moje najpiękniejsze dzieło.  Kiedy umrę świat się nie zmini? nie, świat wreszcie stanie się taki, jaki powinien.
Dobranoc....

* * *
- Olka, otwórz mi! - warknęła drobna szatynka waląc pięściami w drzwi, nie wiedząc, że gdy je otworzy jej nos uderzy duszący zapach krwi, jej oczy zobaczą kogoś, kogo kochała, skąpanego w szkarłacie. Zobaczy intensywnie brązowe włosy rozsypane na poduszce, wreszcie nie zasłaniających jej błękitnych oczu, teraz szeroko otwartych i pustych. Wyschnięte, sine i lekko rozwarte wargi, którymi wydała ostatnie tchnienie, które było kluczem do jej wolności. Usta, które wykrzywiały się nieznacznie, w uśmiechu. Tę samą bladą cerę, obsypaną piegami, która nie zmieniła się nawet po śmierci. 
W dłoniach ujrzy ostatni żałosny list, artystki...  Obok łóżka, na nocnym stoliku, będą spoczywać trzy rzeczy. Nie wypalony papieros, kieliszek z niedopitym winem i odtwarzacz muzyki, którego słuchawki wciąż tkwią w jej uszach, grając smutną melodię

Twój głos szepnął cicho
Gdzie jesteś?
Przyzwyczajam się do rozpaczy,
Na końcu świata.



Tags:

?

Log in